Zdrowy Białystok

Wtorek, 18 12 13:15

Ostatnia modyfikacja:wtorek, 18 12 2018

Poruszają ludzi

Czwartek, 13 grudzień 2018 11:02

wywiad1219O dobrze zaplanowanych marzeniach i inspirujących pomysłach rozmawiam z ludźmi przepełnionymi pozytywną energią – Emilem Chojnowskim, właścicielem Centrum Ortopedyczno-Protetycznego w Białymstoku oraz Dawidem Markiewiczem, opiekunem do spraw protetyki z tej samej placówki. To oni dają ludziom nadzieję, przywracają sprawność i uśmiech.
Marzena Bęcłowicz: Panie Emilu, jak narodził się pomysł na firmę związaną z branżą ortopedyczno-protetyczną?
Emil Chojnowski: Styczność z medycyną miałem od dziecka. I choć początkowo moja praca zawodowa związana była z branżą informatyczną, to szybko zrozumiałem, co tak naprawdę chcę w życiu robić. Przez lata cyklicznie uczestniczyłem w międzynarodowych targach ortopedyczno-protetycznych w Niemczech, ucząc się i poznając nowe technologie. Zachwycała mnie jakość prezentowanego tam sprzętu ortopedycznego i właśnie wtedy zamarzyło mi się tworzenie takich rzeczy u nas. Siedzibę pierwszej firmy wyremontowałem i urządziłem własnymi rękami.
MB: Jak widać marzenia się spełniają.
ECh: Tak. Mam szczęście od kilkunastu już lat prowadzić Centrum Ortopedyczno-Protetyczne. W swoim zespole mam wielu fachowców, ludzi którzy świetnie znają się na tym co robią i co najważniejsze – robią to z pasją. Obecnie Centrum to 13 placówek w naszym regionie, w których łącznie pracuje około 50 osób. Stale się rozwijamy i podnosimy swoje kwalifikacje. Duży nacisk kładziemy na wykorzystanie nowoczesnych technologii w produkcji zaopatrzenia indywidualnego, gdyż daje to nam ogromne możliwości w usprawnianiu naszych pacjentów, zwłaszcza tych po amputacji.

Czytaj więcej: Poruszają ludzi

Piękną zasnąć i piękną się obudzić

Poniedziałek, 08 październik 2018 20:04

paniewadEwa Olesiewicz-Derewońko „działa” w świecie pigmentacji od jedenastu lat. Jest właścicielką białostockiego salonu Orchidea Permanent Make Up. Gazecie Zdrowy Białystok zdradza jak wygląda jej praca i czemu służy makijaż permanentny.
Marzena Bęcłowicz: Makijaż permanentny wykonuje tzw. linergistka. Co kryje się pod tą nazwą?
Ewa Olesiewicz-Derewońko: Linergistka to osoba odpowiednio wykwalifikowana i przygotowana do wykonywania zabiegów makijażu permanentnego. Linergistka nie maluje, lecz w sposób naturalny podkreśla kontury, stąd bardzo ważna jest specjalistyczna wiedza o doborze barwników - w taki sposób, aby harmonizowały z naszą naturalną urodą i ją wydobywały.

Czytaj więcej: Piękną zasnąć i piękną się obudzić

W świecie widzenia

Poniedziałek, 08 październik 2018 19:59

izabelabudreckaOd 25 lat wspiera ludzi w lepszym widzeniu, w lepszym odbieraniu świata. Praca ta sprawia, iż Optyk Izabela, którego jest właścicielką, określany jest mianem zdecydowanie najlepszego salonu optycznego w mieście. Przedstawiam Izabelę Budrecką, optometrystkę, właścicielkę tegoż salonu.
Marzena Bęcłowicz: Jest Pani z wykształcenia optometrystą. Co kryje się pod tą tajemniczo brzmiącą nazwą?
Izabela Budrecka: Optometrysta specjalizuje się w dobieraniu korekcji optycznej, zarówno okularów jak i soczewek kontaktowych. Z optometrystą związana jest optometryczna terapia widzenia. Mówiąc najprościej jest to terapia całej drogi, jaką pokonuje informacja wzrokowa od oka do mózgu.
MB: Jakie były Pani początki w branży optycznej?
IB: Firmę założyłam przy wsparciu moich rodziców w 1992 r., tuż po ukończeniu szkoły średniej. Cztery lata później ukończyłam Studium Optyczne w Łodzi i odebrałam dyplom technika optyka. Przez lata uczestniczyłam także w wielu szkoleniach i kursach zawodowych. Zawsze uważałam i nadal uważam, że przez samodoskonalenie można dążyć do perfekcji i dzięki temu być profesjonalistą w swojej pracy. Mając mocno zakorzenioną potrzebę wiedzy, zdecydowałam się na kolejny krok i rozpoczęłam studia optometryczne na Politechnice Gdańskiej. W 2016 r. obroniłam się i otrzymałam tytuł optometrysty.

Czytaj więcej: W świecie widzenia

Sprzedawca marzeń

Poniedziałek, 08 październik 2018 19:54

wywiad0618 1Jest jednym z najbardziej doświadczonych lekarzy zajmujących się leczeniem niepłodności. Pracował w zespole, który 31 lat temu doprowadził do narodzin pierwszego w Polsce dziecka z in vitro. Od 29 lat kieruje Kriobankiem, ośrodkiem leczenia niepłodności małżeńskiej w Białymstoku. Przedstawiam prof. Waldemara Kuczyńskiego.
Marzena Bęcłowicz: Waldemar Kuczyński... i właściwie wszystko jasne. Jest Pan znanym i cenionym specjalistą zarówno w Polsce jak i za granicą. Co miało wpływ na to, że obrał Pan właśnie taką drogę życiową?
Waldemar Kuczyński: Najprościej mówiąc - jak to często w życiu bywa - splot różnych zbiegów okoliczności. Choć nie byłem zbyt pilnym uczniem w ogólniaku (interesowała mnie muzyka i grałem w zespole bluesowym), to jednak udało mi się dostać na ówczesną Akademię Medyczną w Białymstoku. Było „coś”, co pchało mnie do przodu i kazało otworzyć się na szersze horyzonty. Na studiach zacząłem dosyć szybko - bo już na początku drugiego roku - pracować w studenckim kole naukowym. Interesowała mnie onkologia i to z nią wiązałem swoją przyszłość. W ramach pracy w kole, nieżyjący już prof. Stefan Soszka, powierzył mi funkcję organizowania studenckich obozów naukowych. Jeździliśmy z lekarzami w teren (30-40 studentów) - najczęściej do tzw. PGR-ów i małych miejscowości, w których dostęp do lekarzy specjalistów był utrudniony - i zachęcaliśmy kobiety do badań. Dziś nazwalibyśmy to profilaktyką raka narządu rodnego. Dzięki temu zajęciu i współpracy z prof. Soszką oraz prof. Wandą Kazanowską, zacząłem ukierunkowywać się na ginekologię. Natomiast zupełnie nie spodziewałem się, że ta moja praca w czasie studiów, zaowocuje jakimkolwiek kontraktem z kliniką uniwersytecką i szpitalem po ich skończeniu.

Czytaj więcej: Sprzedawca marzeń

Dwie (Med)active-ne Panie

Piątek, 25 maj 2018 16:10

wywiad medactiveAsia i Ania - przesympatyczne i zawsze uśmiechnięte fizjoterapeutki. Poznały się w szkole policealnej, razem studiowały, razem pracowały. Teraz Asia jest właścicielką sklepu Medactive, a Ania - nie mogłoby być inaczej - pracuje razem z nią.
Marzena Bęcłowicz: Rehabilitacja to bardziej pasja niż zawód. To ciężka praca z ludźmi cierpiącymi na różne dolegliwości bólowe. Dlaczego zdecydowały się Panie akurat na nią?
Joanna Waszkiewicz: Choć nie mam żadnych rodzinnych powiązań z medycyną, to już w dzieciństwie wiedziałam, że moje życie zawodowe związane będzie z kierunkiem medycznym. „Chodziły” mi po głowie farmacja i dietetyka, w ostateczności - i trochę z przypadku - trafiłam na fizjoterapię. Pokochałam ją i związałam z nią swoje życie zawodowe.

Czytaj więcej: Dwie (Med)active-ne Panie

Z miłości do życia

Środa, 11 kwiecień 2018 12:28

wywiadpbBardzo szczęśliwy człowiek, który robi w życiu to co kocha - tak mówi o sobie Piotr Boruszko, właściciel Cateringu dietetycznego Zdrowy Smak z Białegostoku. Z zamiłowania kucharz, z pasji rekonstruktor historyczny, z wykształcenia... mechanik.
Marzena Bęcłowicz: Kucharz - mechanik. Przyzna Pan, że to dość dziwnie zestawienie.
Piotr Boruszko: To prawda, jednak wiele znanych osób, które zawodowo zajmują się gotowaniem nie ma typowego wykształcenia gastronomicznego. Liczy się po prostu miłość i pasja do kucharzenia. Oczywiście zanim zawodowo zająłem się gotowaniem, uczestniczyłem w wielu warsztatach kulinarnych oraz ukończyłem wiele kursów związanych z dietetyką.

Czytaj więcej: Z miłości do życia

Wiele życiowych ról

Środa, 11 kwiecień 2018 11:19

wywiad122018Właścicielka Dworu Czarneckiego w Porosłach oraz Restauracji Forma w białostockiej Operze Podlaskiej. Prezes Fundacji Rodziny Czarneckich. Helena Czarnecka - kobieta, dla której biznes jest jak chleb powszedni.
Marzena Bęcłowicz: Początki Pani „biznesowej drogi” sięgają czasów, gdy przedsiębiorczość w naszym kraju dopiero kiełkowała. Czy łatwiej było wtedy, czy może teraz?
Helena Czarnecka: Zdecydowanie teraz. Ponieważ teraz łatwiej i o kontrahenta, i o różnorodność towarów. Pamiętam, gdy 15 lat temu uruchamialiśmy restaurację mieliśmy problem z pozyskiwaniem produktów innych niż standardowe. Teraz asortyment jest ogromny. Teraz także Dwór Czarneckiego jest rozpoznawalną marką.
MB: Czy trudno jest odnieść sukces w branży hotelowo-gastronomicznej? Mamy przecież w regionie mnóstwo hoteli, domów weselnych.
HCz: Gdy zaczynaliśmy konkurencja była niewielka. Teraz jest potężna, jednak świadomość naszych gości - jeszcze większa. Przed laty z restauracji czy usług hotelowych korzystano raczej okazjonalnie. Teraz organizowanie w takich lokalach imienin, komunii, chrzcin czy innych przyjęć okolicznościowych jest normą. Moim zdaniem popyt na tę sługę rośnie. A czy trudno jest odnieść teraz sukces w branży? Dwór Czarneckiego jest marką samą w sobie. Mamy swoich stałych gości, a nowi często powołują się na rekomendacje znajomych czy rodziny. Nie jesteśmy anonimowi. Wręcz przeciwnie, mamy renomę, na którą cały nasz zespół ciężko pracował przez lata.

Czytaj więcej: Wiele życiowych ról

Fotografuję świat i ludzkie wnętrza

Wtorek, 17 październik 2017 20:39

ultramed1017aMedycyna rodzinna oraz radiologia i diagnostyka obrazowa - to dziedziny medycyny, którym mój rozmówca poświęcił się zawodowo. Jednak oprócz życia zawodowego są jeszcze pasje. Choć nie zawsze starcza na nie czasu, to u niego króluje fotografia i podróże. Poznajcie doktora Radosława Bobrowskiego, właściciela gabinetu Ultramed z Białegostoku.
Marzena Bęcłowicz: Zacznijmy od zawodowej strony Pańskiego życia. Zawód - lekarz - to rodzinna tradycja, przypadek, czy spełnienie marzeń?
Radosław Bobrowski: Zdecydowanie to ostatnie. Powiem więcej, to spełnienie moich dziecięcych marzeń. Moi koledzy chcieli zostać strażakami, policjantami; ja natomiast - lekarzem. I tak dziecięce marzenie stało się rzeczywistością. Skończyłem Akademię Medyczną w Białymstoku (obecnie Uniwersytet Medyczny) i oto jestem - od dziewięciu lat - specjalistą medycyny rodzinnej. Jestem też w trakcie drugiej specjalizacji - z radiologii i diagnostyki obrazowej. Doświadczenie zawodowe zdobywałem pracując w kilku poradniach lekarza rodzinnego oraz w pogotowiu. Obecnie jestem zatrudniony w Centrum Medycznym Medicover w Warszawie - jako lekarz rodzinny w Telemedycynie.
MB: Ale chyba nie tylko. Ma Pan własny Gabinet USG Ultramed.
RB: Pomysł stworzenia gabinetu USG zrodził się po ciężkim, dziesięciogodzinnym dniu pracy w poradni lekarza rodzinnego, po przyjęciu blisko 70 pacjentów. Impulsem do tego przedsięwzięcia była chęć „odskoczni” od codziennej pracy, idea stworzenia własnego miejsca pracy oraz chęć poznania innej dziedziny medycyny. Diagnostyka ultrasonograficzna to tylko fragment specjalizacji, jaką jest radiologia i diagnostyka obrazowa. Toteż w tym samym czasie pomyślałem, aby rozpocząć drugą specjalizację - właśnie z radiologii i diagnostyki obrazowej. I w ten właśnie sposób narodziła się idea stworzenia gabinetu USG - Ultramedu. Z perspektywy czasu - nieskromnie powiem, że był to bardzo dobry pomysł. Ultramed rozpoczął swoją działalność dokładnie 10 lutego 2014 r.

Czytaj więcej: Fotografuję świat i ludzkie wnętrza

Pół życia w wodzie

Wtorek, 17 październik 2017 20:20

iswim1017Wielokrotny mistrz Polski w pływaniu, były członek kadry narodowej, instruktor pływania. Z miłości do tego sportu założył białostocką Szkołę pływania „iSwim”. Ponadto miłośnik zdrowego żywienia, żeglarstwa, narciarstwa oraz wielbiciel wszelkich form aktywności fizycznej. Chciałoby się powiedzieć - człowiek-orkiestra. Oto człowiek-sport: Sebastian Humbla.
Marzena Bęcłowicz: Jak zaczęła się Pańska „przygoda” z pływaniem?
Sebastian Humbla: Pływam od dziecka. Kiedy miałem dziewięć lat rodzice zapisali mnie na profesjonalne treningi do białostockiego Międzyszkolnego Klubu Sportowego „Juvenia”. Chodziłem już wtedy do szkoły sportowej o profilu pływackim (SP nr 29 w Białymstoku), gdzie od czwartej klasy mieliśmy dwa razy dziennie treningi. Pamiętam, że każdego dnia przepływaliśmy po ok. 10 km. Po skończeniu podstawówki dalszą naukę kontynuowałem w Zespole Szkół Mistrzostwa Sportowego w Poznaniu. Potem pływałem jeszcze dwa lata jako senior. W tym czasie byłem wielokrotnym medalistą Mistrzostw Polski seniorów. Byłem też członkiem kadry narodowej. Śmiało mogę powiedzieć, że spędziłem w wodzie połowę życia. I... nadal nie mam dosyć.

Czytaj więcej: Pół życia w wodzie

Dentysta pełną gębą

Wtorek, 30 maj 2017 11:49

wywiaddrsilkiewiczWpuścić kogoś w kanał. Z pewnością znacie Państwo takie powiedzenie. Nikogo jednak w kanał tu wpuszczać nie będziemy. Choć... O bohaterze mojego wywiadu mogłabym powiedzieć, z czystym sumieniem, że „siedzi” w kanałach całymi dniami. W kanałach zębowych.
Przedstawiam lek. stom. Mieczysława Silkiewicza z Centrum stomatologii, implantologii i endodoncji mikroskopowej „DentMedica” w Białymstoku.
Marzena Bęcłowicz: Może zanim porozmawiamy o tych kanałach, zacznijmy od tego co skłoniło Pana do wyboru zawodu?
Mieczysław Silkiewicz: O medycynie zacząłem „myśleć” dopiero w czwartej klasie ogólniaka, gdyż moim pierwotnym celem była politechnika. A w czwartej klasie „coś” się zmieniło, nawet dokładnie nie pamiętam już co. Może to, że moja ciocia była stomatologiem. Ostatecznie zdecydowałem się na stomatologię w Akademii Medycznej w Białymstoku, a po kilku latach moja siostra też wybrała ten kierunek. Bezpośrednio po studiach zacząłem pracować w ówczesnym miejskim ZOZ-ie, a swoją prywatną przychodnię założyłem w 1994 r.

Czytaj więcej: Dentysta pełną gębą

Szybki kontakt

  • Adres: ul. Bema 11, lok. 80, II piętro
    15-369 Białystok
  • Tel: 85 745 42 72
Jesteś tutaj: Strona główna Wywiady